Odwiedź nas na:
Twój koszyk:

300 kolarzy 600 kół

300 kolarzy 600 kół

Chyba dla większości zawodników chwile przed startem to najbardziej stresujący moment. Setki kolarzy i dwa razy więcej kół przykręconych do ram rowerowych. Taki zestaw, siłą rzeczy wymaga powierzchni, a na starcie najczęściej ciasno, że nie ma gdzie palca wcisnąć. Niestety nie ma na to dobrego rozwiązania. To tak jak w starym dobrym kawale o Wąchocku „Dlaczego w Wąchocku są najszersze autobusy na świecie ? Bo wszyscy chcą siedzieć obok kierowcy.” Podobnie na zawodach kolarskich.

Co zrobić żeby być w czubie.

Oczywistym jest, że pierwszym zawsze jest tylko jeden zawodnik (pomijamy rzadkie przypadki ex aequo) W takim razie po co się tłoczyć na starcie ? Rozwiązanie jest proste. Na takich zawodach jak nasze każdy może być pierwszy. Przynajmniej każdy ma taką nadzieję. Właśnie dlatego na starcie jest ciasno. A co zrobić żeby być w czubie ? Wystarczy bardzo szybko jechać na rowerze… to taki żarcik.
Dla zdecydowanej większości zawodników miejsce w końcowym rankingu nie ma znaczenia. Można ścigać się ze swoim cieniem, z kolegą z podwórka, z czasem. Często najważniejsze jest to, żeby się porządnie zmęczyć, zasapać i na mecie powiedzieć z satysfakcją „DOJECHAŁEM” Podam przykład kolegi Grzegorza. Zawodnik ten startuje od kilku lat w Gryf Maratonie i najczęściej zajmuje miejsce na przełomie pierwszej i drugiej setki. Gdy stoję na trasie zawodów i liczę zawodników, kolega Grześ rzuca z uśmiechem pytanie „Jechał ktoś przede mną ?”, a ja odpowiadam „Nie, nie Grześ jesteś pierwszy”. Takich pierwszych jest na Gryf Maratonie kilkuset.

A jak komuś bardzo zależy żeby być w czubie?

Na niektóre zjawiska nie mamy wpływu. Na przykład taka grawitacja, po prostu jest i już. Nie mamy też wpływu na szczelność dętek w naszym rowerze. Jak szybki zawodnik złapie gumę to po wymianie dętki bardzo chce odrobić straty i dogonić czub. Rzecz jest zrozumiała. Pędzi wtedy do przodu ile sił w nogach i próbuje wyprzedzać wolniejszych zawodników. Na szerokich drogach nie ma problemu, ale na wąskich ścieżynkach sprawa się komplikuje. Poziom sportowej irytacji u naszego zawodnika wzrasta w postępie geometrycznym. Złapał gumę, musi gonić, wyprzedzać, a tu wąsko i jeszcze pod górę. W tym miejscu wygłoszę apel do wolniej jadących. Szanowni zawodnicy wolniej jadący niż „zmieniacz” dętki, proszę ułatwcie mu przejazd. Tego zawodnika i tak żadna siła nie powstrzyma. Nawet jak krzyknie w akcie rozpaczy „DROGA !!!!”, a nie „PRZEPRASZAM” to mu to wybaczcie i w miarę możliwości zjedźcie na bok. Można go jeszcze podtrzymać na duchu i dorzucić „Dawaj, dawaj”,

Bądź ok.

Awarie roweru na trasie zawodów nie zdarzają się często, ale jak to awarie są niespodziewane i zawsze w nieodpowiednim czasie. Zawodnicy najczęściej w swoim wyposażeniu mają zapasową dętkę, zestaw podstawowych kluczy czy skuwacz do łańcucha, że o pompce do roweru nie wspomnę. Jednak bywa niekiedy, że w przedstartowym wirze przygotowań zapomni się czegoś zabrać. Mimo ogromnej chęci pomocy, jaką obserwuje się na trasie zawodów, to pożyczenie dętki jest obecnie dużym problemem. Różne rozmiary i wentyle dętek utrudniają zadanie. Wniosek – łapać gumę na podjazdach. Prędkość wtedy mała i łatwiej podyskutować z nadjeżdżającymi o parametrach technicznych dętki. Sprawa ma się zupełnie inaczej w przypadku skuwacza czy kluczy. Właśnie o to między innymi chodzi na zawodach. Pomagamy sobie nawzajem i gramy, jak to mówią amerykanie, fair. Pożyczyć komuś jakiś element z wyposażenia to nie problem, trzeba tylko wyjąc z kieszonki i podać pechowcowi. Gorszy temat z odzyskaniem, ale to nie ma żadnego znaczenia. Najważniejsze, że pomogło się potrzebującemu koledze.

X